4

Natalie i prof. Jane dotarły pociągiem na ulicę Pokątną. Dziewczyna była pod wrażeniem ludzi chodzących po owej ulicy, małym, uroczym sklepom o dziwnych nazwach i kawiarenkach pełnych zziębniętych przez londyńską pogodę czarodziei. Na Pokątnej nie było ani jednego mugola, ponieważ sposób wstępu znali wyłącznie czarodzieje.

- Kochanie, dostałaś od Ministerstwa Magii dwa tysiące galeonów na utrzymanie się. Pozwoliłam sobie wyjąć trochę z twojego konta u Gringotta, żebyśmy mogły kupić niezbędne rzeczy. To co, może zaczniemy od zakupu książek, hmm? - wyrecytowała miłym głosem staruszka.

- Dobrze, proszę pani. - odparła Natalie.

- W takim razie, idź do księgarni na przeciwko, Esy - Floresy. Kup wszystkie książki z tej listy. Ja za chwilkę do ciebie dojdę, muszę tylko załatwić coś w jednym miejscu. - powiedziała kobieta i wręczyła Natalie karteczkę z listą książek i woreczek pełen brzęczących monet.

Dziewczyna przyjrzała się dokładnie kolorowemu szyldowi nad księgarnią i śmiało pchnęła drzwi. Rozległ się cichy dzwoneczek i uderzyła ją fala przyjemnego ciepła dochodzącego z kominka między regałami. Księgarnia była dosyć duża, miała kilka pięter. Prawie cała była wypełniona przeróżnymi regałami. Pośrodku stało małe biureczko, przy którym siedziała młoda, ładna kobieta i kreśliła coś w małym notatniku. Podniosła głowę znad kartek i zmierzyła Natalie wzrokiem.

- Dzień dobry, chciałabym kupić te książki. - powiedziała dziewczyna i podała kobiecie listę.

- W porządku, już szukam. - odpowiedziała wysokim, zimnym głosem, który wydał się Natalie przesycony nienawiścią.

Dziewczyna starała się nie przyglądać sprzedawczyni krążącej między regałami, która co jakiś czas zerkała na nią. W końcu kobieta zapakowała książki do płóciennej torby i Natalie zapłaciła jej należną sumę. Wychodząc z księgarni, Natalie czuła na sobie wzrok tajemniczej kobiety. Przed Esami - Floresami czekała już na nią prof. Jane. Uśmiechała się pocierając ręce z zimna.

- O, świetnie, że już jesteś. Masz wszystkie książki? - zapytała.

- Tak, wydaje mi się, że to wszystkie.

- Wspaniale. W takim razie, chodźmy dalej. - uśmiechnęła się i ruszyła zatłoczoną ulicą w stronę kolejnego sklepu.

Natalie odwiedziła jeszcze kilka sklepów. Najdłużej zeszło się im kupując szatę, ponieważ Madame Malkin musiała kilka razy pobrać miarę z dziewczyny. Kiedy kupiły już szatę, udały się do sklepu z różdżkami pana Olivandera. Natalie była bardzo podekscytowana myślą, że będzie miała własną różdżkę, co było tak bardzo abstrakcyjne. Weszły do środka. Kiedy tylko Natalie zamknęła za sobą drzwi, zobaczyła mężczyznę w średnim wieku, który wyłonił się zza winkla. Był wysoki i szczupły. Miał blond włosy do ramion. Uśmiechał się.

- Witam! W czym mogę pomóc? - odezwał się mężczyzna.

- Panie Olivander, szukamy odpowiedniej różdżki dla tej oto młodej damy. - powiedziała staruszka wskazując na Natalie.

- Ach, to w tej sprawie pisała pani do mnie list, tak? - zapytał pan Olivander.

- Tak, chodzi o Natalie. Mógłby pan znaleźć dla niej odpowiednią?

- Oczywiście, nie ma problemu. - powiedział i zniknął za ścianą.

Prof. Jane uśmiechnęła się do Natalie pokrzepiająco. Po chwili mężczyzna wrócił, trzymając stosik prostokątnych pudełek.

- Zacznijmy od tej. - powiedział - Wiąz, 11", lekko giętka, rdzeń włosa wili. - dodał i otworzył pierwsze z pudełek.

Wyjął z niego najprawdziwszą różdżkę. Podał ją ostrożnie Natalie i skinął zachęcająco głową.

- Co mam z nią zrobić? - zapytała Natalie patrząc to na staruszkę, to na mężczyznę.

- Po prostu spróbuj coś z nią zrobić. Machnij, jak w bajkach. - powiedziała prof. Jane.

Natalie skupiła się i teatralnie machnęła różdżką w stronę jednego z regałów. Wszystkie pudełka pospadały, a regał prawie się przewrócił.

- W porządku, zdarza się. - powiedział pan Olivander, ale wyglądał na zirytowanego.

Natalie wypróbowała jeszcze siedem różnych różdżek, za każdym razem lekko demolując sklepik. W końcu mężczyzna podał jej przedostatnią różdżkę.

- Modrzew, 14 i 1/4", lekko giętka, rdzeń z włosa jednorożca. Tym razem spróbuj niczego nie podpalić. - uśmiechnął się mężczyzna.

Natalie skupiła się, jak najmocniej umiała. Wyobraziła sobie, że chcę, żeby pióro leżące na biurku, uniosło się. Zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, zobaczyła pióro, które swobodnie lewitowało nad biurkiem. Uśmiechnęła się i opuściła różdżkę.

- No, w takim razie, bierzemy! - ucieszyła się pani profesor.

- To będzie dziewięć galeonów. - powiedział pan Olivander i zaczął układać pudełka z powrotem na regale.

Pani Jane wręczyła mężczyźnie monety i obie wyszły ze sklepu.

- Córciu, może teraz ja pójdę odebrać twoją szatę, a potem skoczę na chwilkę do Gringotta, dobrze? Poczekaj na mnie w tamtej kawiarni. Będę za jakąś godzinkę. - powiedziała kobieta.

- W porządku, do zobaczenia. - odpowiedziała Natalie i ruszyła w stronę kawiarenki.

Weszła do środka. Było w niej pełno osób. Większość z nich śmiała się i piła parujące napoje. Natalie znalazła wolny stolik przy oknie i zamówiła gorącą czekoladę. Zdjęła kurtkę i usiadła na krześle. W pewnej chwili, zobaczyła, że za oknem zaczął padać deszcz. W ciągu kilku minut, w kawiarni zrobiło się jeszcze bardziej tłoczno, ponieważ wszyscy przechodnie chcieli schować się przed ulewą. W tłumie ludzi, Natalie dostrzegła znajomą, ciemną czuprynę zmierzającą w jej stronę. Sama nie mogła uwierzyć własnym oczom. Dean dotrzymał słowa i odnalazł ją. Kiedy dotarł do jej stolika, uśmiechnął się.

- Cześć, co tu robisz? - zapytała Natalie.

- Zawsze dotrzymuję obietnic. - powiedział i usiadła przy stoliku Natalie.

- A ty przypadkiem nie powinieneś być w Hogsmeade?

- Nie, załatwiłem sobie zwolnienie. Kupiłaś już różdżkę? - uśmiechnął się.

- Tak, ale po kilkunastu próbach. Chcesz zobaczyć? - powiedziała Natalie.

- No pewnie, pokazuj. - odparł Dean.

Natalie wyjęła z kieszeni różdżkę i podała Dean'owi. Zaczął się wygłupiać, udając, że rzuca zaklęcia na odwiedzających. Oboje wybuchnęli śmiechem. Później rozmawiali o szkole, znajomych i innych mało znaczących tematach. Natalie miała ochotę zapytać Dean'a o wszystkie rzeczy, które ją nurtowały, jednak nie chciała niszczyć relacji między nimi. Natalie kończyła pić drugą czekoladę, kiedy zobaczyła wchodzącą do kawiarni prof. Jane.

- O, widzę, że Dean zaopiekował się tobą. To chyba mogę zostawić cię pod jego opieką? Dean odprowadzisz Natalie do szkoły w przeciągu jakiś dwóch godzin, prawda? - puściła oczko do Natalie.

- Oczywiście, pani profesor, nie ma się pani o co martwić. - odpowiedział, starając się zachować powagę.

- W takim razie, do zobaczenia w szkole. - powiedziała i odeszła machając.

Przez chwilę siedzieli w ciszy. Kawiarenka powoli pustoszała, ponieważ przestało już padać. Dean co jakiś czas uśmiechał się do Natalie, aż w końcu powiedział ;

- Chcę ci coś pokazać, chodźmy. Myślę, że ci się spodoba. - powiedział i uśmiechnął się do dziewczyny łobuzersko.

- Dobrze, w takim razie, prowadź. - odwzajemniła jego uśmiech.

Natalie założyła kurtkę i opuściła razem z Dean'em kawiarnię. Szli w głąb ulicy Pokątnej, aż doszli do małej kamienicy. Dean zaprowadził dziewczynę za winkiel. Tam w kącie, stała oparta o ścianę miotła. Nie różniła się prawie niczym od zwykłej, mugolskiej miotły. Miała tylko dwa małe uchwyty, które wyglądały, jakby służyły do podtrzymywania nóg.

- To jest moja miotła. Chyba powinniśmy już wracać, więc wsiadaj. - powiedział chłopak i uśmiechnął się do Natalie.

- Ty chyba żartujesz! Przecież z tego spadniemy! - odparła Natalie kpiącym tonem.

- Jeśli będziesz się mocno trzymać, nikomu nic się nie stanie. - roześmiał się Dean. - To jak, zostajesz tu, czy lecisz ze mną? - zapytał.

- Chyba nie mam wyjścia, prawda?

- O to właśnie chodziło. - uśmiechnął się łobuzersko.

Dean usiadł okrakiem na miotle. Natalie zrobiła to samo i objęła go rękami, mocno ściskając. - Tylko nie spadnij, bo Umbridge mnie zabije! - powiedział i odepchnął się od ziemi.

W jednej chwili szybowali ponad dachami starych, londyńskich kamienic. Słońce powoli znikało za horyzontem. Uczucie latania, było jednym z najcudowniejszych, jakie spotkały dotychczas Natalie. Podziwiała piękne widoki wrzosowisk i wzgórz opierając się o plecy Dean'a. Po jakimś czasie zobaczyła na horyzoncie zarys zamku Hogwart. Za nim się obejrzała wylądowali na błoniach. Oboje zsiedli z miotły. Mimo, że popołudniu padało, tu była ciepła i cicha noc.

- Odprowadzę cię do dormitorium. - powiedział, a Natalie skinęła tylko głową na "tak". Nie mogła wysilić się na bardziej rozwiniętą wypowiedź, bo dalej była pod wrażeniem cudownego lotu.

Oboje ruszyli w stronę bram zamku, a po drodze Dean opowiadał jej dokładniej o meczach Quidditcha i modelach mioteł.  Kiedy doszli już do drzwi dormitorium, trochę niezręcznie było im się pożegnać, więc Dean rzucił tylko "trzymaj się" w stronę blondynki i odszedł schodami na dół do lochów. Natalie odprowadzała go wzrokiem, aż zniknął za kolumną i weszła do pustego już dormitorium Gryffindoru.

2 komentarze:

  1. Zaaajebiste :D Końcówka najlepsza *.* Pisz szybko następny <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  2. boże boże boże boskie *-* <3

    A w następnym rozdziale robisz mi niespodziankę i jest długaśny kawałek o Suzie prawda ? <3

    Nie no żartuję, napiszesz co chcesz :)

    Dodaj następny szybko <3 ;*

    OdpowiedzUsuń