Natalie szła prawie pustym korytarzem do
wieży Gryffindoru. Od tego wieczoru, należała właśnie do tego domu. Z jednej
strony, cieszyła się, że będzie mogła codziennie widywać się z Suzie, jednak z
drugiej, żałowała, że nie będzie tak blisko Dean’a. Weszła do pokoju wspólnego.
Widząc Suzie nie mogła powstrzymać uśmiechu i w końcu obie rzuciły się sobie na
szyję śmiejąc się o skacząc ze szczęścia.
- Jesteś w Gryffindorze? – zapytała
podekscytowana.
- Tak! Strasznie się cieszę! –
powiedziała Natalie, ukrywając przed koleżanką żal, że nie jest w Slytherinie.
- To świetnie! Dzisiaj się dowiedziałam,
że jutro cały czwarty i piąty rok jedzie do Hogsmeade. Będzie super, zobaczysz,
pokażę ci, gdzie...
- Suzie, nie będę mogła pojechać z wami
jutro do Hogsmeade. Umbridge powiedziała mi, że jutro pojadę z profesor Jane na
ulicę Pokątną, kupić niezbędne rzeczy. – powiedziała Natalie, lekko
zawiedziona, tym, że nie będzie mogła wyjść razem z przyjaciółmi.
- Ooo, jaka szkoda... nie martw się,
pójdziemy następnym razem. – powiedziała Suzie i uśmiechnęła się do Natalie.
Dziewczyna usiadła na kanapie i wyjęła z
kieszeni jeansów komórkę. Zobaczyła na wyświetlaczu powiadomienia o kilkunastu
wiadomościach i nieodebranych połączeniach od mamy. Przez chwilę przeszło jej
przez myśl, żeby zadzwonić do matki, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu i
wyłączyła telefon. Pokój wspólny po chwili zaczął pustoszeć. Wszyscy
rozchodzili się już do dormitoriów spać. Natalie przez chwilę przebiegła
zupełnie szalona myśl. Chciała zejść teraz do lochów i zobaczyć, czy spotka
gdzieś tam Dean’a. Wiedziała, że nie wejdzie do ich dormitoriów, ale może
spotka go na korytarzu... Natalie uznała, że skoro tego wieczoru spotkała na
swojej drodze tyle magii, może i tym razem zdarzy się coś magicznego. Wstała i
opuściła pusty już pokój wspólny Gryfonów. Wyszła na ciemne i zimne tego
wieczoru korytarze. Z trudem odnalazła jakąś marną pochodnię i wyjęła ją z
kinkietu. Oświetlała nią sobie drogę, aż do lochów. Korytarze wydawały się
mroczne i zimne, w porównaniu do atmosfery, która panowała na nich kilka godzin
temu. Natalie zastanawiała się, dlaczego Dean nie odmachał, uśmiechnął się lub
chociaż skinął do niej głową. Zamiast tego miała wrażenie, że nie powiedział
dziewczynie, która stała obok niego nic pochlebnego na jej temat. Doszła
krętymi schodami w dół do lochów, w których ostatnim razem zobaczyła Dean’a.
Podziemny korytarz był zupełnie pusty. Zza drzwi dochodziły śmiechy i odgłosy
rozmów. W pewnej chwili, usłyszała głośny i wyraźny śmiech Dean’a. Ogarnęła ją
wielka wściekłość, że nie może być tam razem z nim, śmiać się, rozmawiać.
Podeszła szybkim krokiem do drzwi, zza których dochodził śmiech i już miała
chwycić za klamkę, kiedy te same się otworzyły. Natalie, mało oczy nie wyszły z
orbit. Przed nią stał Dean. Dalej się uśmiechał. Za nim siedziało mnóstwo
Ślizgonów, a brunetka, z którą stał wtedy w lochach, patrzyła tęsknie, jak
odchodził. Po jego minie, można było sądzić, że on także nie spodziewał się
Natalie. Dziewczyna odsunęła się mu z drogi, a ten zamknął za sobą drzwi, był
bardzo zdziwiony.
- Co ty tu robisz o tej porze? – zapytał
innym, zimnym głosem.
- Chciałam przyjść i powiedzieć ci, że
jestem przydzielona do Gryffindoru. – odparła Natalie.
- W takim razie, chyba nie powinnaś tu
być, lepiej już idź. – powiedział Dean.
- Czyli sądzisz, że nie powinniśmy się
już przyjaźnić, bo jestem w Gryffindorze, tak?
- Nat, przecież dobrze wiesz, że nie o
to mi chodzi. – złapał ją za ręce, jakby bał się, że ucieknie.
- W takim razie, o co? – zapytała.
W tej chwili, wyjął z kieszeni szaty
jakiś spory kawałek pergaminu przypominający mapę. Był pełen ruszających się,
czarnych śladów butów, przy których były podpisy z imionami i nazwiskami. Zerknął
szybko na mapę i z powrotem schował ją pod szatę.
- Naprawdę, lepiej będzie jak już
pójdziesz, uwierz mi. Tylko nie idź przez korytarz na drugim piętrze. –
powiedział szybko i złapał ją za ramiona, po czym odwrócił w stronę schodów.
- Ale Dean... – odparła, ale jej
przerwał.
- Obiecuję ci, że jutro cię znajdę i
pogadamy. Tylko pamiętaj, nie idź korytarzem na drugim piętrze! – krzyknął za
nią, po czym Natalie odwracając się kilka razy weszła na schody.
Postanowiła posłuchać rady Dean’a i
poszła drogą na około, przez górny korytarz. Bez większych przeszkód doszła do
wieży Gryffindoru. Pokój wspólny nadal był pusty, więc udała się od razu do
dormitorium dla dziewcząt. Przebrała się szybko w pidżamę wyjętą z kufra i
położyła na wolnym łóżku obok Suzie, która smacznie spała, co jakiś czas
przekręcając się z boku na bok. Przykryła się kołdrą i zerkała przez małe
okienko tuż obok jej łóżka. Zastanawiała się, dlaczego Dean kazał jej iść, czym
był kawałek pergaminu wyjęty z jego kieszeni i chociaż wiedziała, że to błahe i
płytkie, najbardziej bolało ją to, że brunetka tak tęsknie za nim spoglądała. W
końcu zasnęła. Śniło jej się, że biegła do lochów, jakby za kimś uciekając.
Kiedy zbiegła na dół po krętych schodkach, zobaczyła Dean’a i dziewczynę
trzymających się za ręce i szepczących sobie coś do uszu. W jednej chwili,
zalała się łzami i wbiegła schodami z powrotem na górę. Szła prosto do
dormitorium, a kiedy dotarła do celu i otworzyła drzwi, znów zobaczyła tą samą
scenę, co w lochach. Tym razem, udała się do łazienki dla dziewcząt i zamknęła
się w jednej z kabin. Siedziała tam i płakała, aż w końcu ktoś otworzył drzwi.
Stanęła przed nią jej mama, która zamiast objąć ją i pocieszyć, zaczęła się z
niej szyderczo śmiać. W tym czasie, Natalie się obudziła. Serce waliło jej jak
młotem. Rozejrzała się dookoła. Większość dziewczyn, dalej spała. Wyjrzała
przez okienko i zobaczyła wschodzące słońce, które wyłaniało się zza ściany
lasu. Natalie wstała i wyjęła z kufra jeansy, T-shirt i bluzę, starając się
nikogo nie obudzić. Po cichu wyszła z dormitorium i udała się do łazienki.
Ubrała się i umyła, po czym wróciła z powrotem do pokoju wspólnego, do którego
powoli zaczynali się schodzić pierwsi, zaspani Gryffoni. Szybko odnalazła
pośród nich Suzie. Dziewczyna miała na sobie szatę Gryffindoru. Jej kręcone,
długie włosy koloru ciemny blond były spięte w kucyk. Na nosie miała granatowe
okulary, w zielone paski na bokach. Obok niej stali bliźniacy, Liam i Louis.
Oboje wyglądali jak zwykle, czyli identycznie. Mieli krótkie, brązowe włosy,
byli ubrani w szaty, takie same jak Suzie. Lou był wpatrzony w Suzie, jak w
obrazek. Widać, że był w niej zakochany. Byłaby z nich ładna para. Natalie
podeszła do nich i się przywitała.
- A! Zapomniałam ci powiedzieć! Przed
chwilą była tu prof. Jane i prosiła, żeby kiedy będziesz już gotowa do wyjścia
przyszła do pokoju nauczycielskiego. – powiedziała Suzie.
- Dobra, to już idę, pa! Zobaczymy się
później, miłego wypadu do Hogsmeade! –
krzyknęła Natalie odchodząc.
Korytarz był pełen uczniów i nauczycieli
w porównaniu do wczorajszego wieczoru, kiedy wydawał się mroczny i ciemny.
Ciekawa była, czy Dean dotrzyma obietnicy i porozmawia z nią dzisiaj, chociaż
przez chwilę. Sądziła, że to mało prawdopodobne, bo pewnie spędzi cały dzień z
prof. Jane na ulicy Pokątnej. W końcu doszła zatłoczonym korytarzem do pokoju
nauczycielskiego, przed którym już czekała sympatyczna staruszka.
- Gotowa? – zapytała.
- Pewnie, możemy iść. – powiedziała
Natalie i uśmiechnęła się do kobiety.
No świetnie , bardzo wciągające. Jestem ciekawa tego całego wątku z Dean'em. Czekam na dalsze rozdziały :*
OdpowiedzUsuńŚwietne <3
OdpowiedzUsuńJa chcę już nowy <3
Kocham cię <3
I to opowiadanie <3
Pisz mi tu nową część, bo przyjadę do ciebie na gimbusie 2000 i pożałujesz <3