- Jak to dobrze, że dzisiaj niedziela. –
powiedziała Natalie do Suzie związując długie, falowane blond włosy. Wyjrzała
przez małe okienko przy jej łóżku. Mimo, że zaczynała się jesień, pogoda była
raczej letnia. Słońce mocno świeciło, a żadna chmurka nie miała odwagi go
przykryć.
- Tak, ale lepiej chodźmy już do
Wielkiej Sali na śniadanie. – uśmiechnęła się do Natalie przyjaciółka. Opuściły
dormitorium razem z bliźniakami i wyszli na pusty korytarz. Zapewne wszyscy
byli już na śniadaniu, bo Suzie i Nat musiały sporo czasu czekać na Liam'a i
Louis'a, którzy jak zwykle zaspali. W końcu doszli do drzwi Wielkiej Sali. Natalie
usiadła koło Suzie, która przepychała się razem z Louisem na ławce.
Przez całe śniadanie, Natalie starała
się nie zerkać w stronę stołu Ślizgonów, jednak zauważyła, że Dean, też co
jakiś czas patrzy się na nią. Po posiłku, wróciła razem z Suzie, Louis’em i
Liam’em do pokoju wspólnego Gryffonów. Cała czwórka usiadła na kanapie i Suzie
wraz z bliźniakami uczyli Natalie prostych zaklęć. Wychodziło jej całkiem
nieźle.
- Ale to jest super! – powiedziała
Natalie, kiedy Suzie szepnęła jej do ucha zaklęcie, które spowodowało, że Liam
uniósł się kilka stóp nad ziemię i wywijał koziołki.
- Sam nauczył mnie tego zaklęcia. –
odparła Suzie i wszyscy wybuchli śmiechem na widok Liam’a lądującego z hukiem
na podłodze. – Może weź jakiś niepotrzebny przedmiot, to pouczymy cię
transmutacji, co? – zapytała Suzie.
- OK, to poczekajcie chwilę, skoczę do
kufra i coś wybiorę. – odpowiedziała Natalie i zgrabnym ruchem wstała z kanapy.
Weszła do pustego dormitorium dziewcząt
i otworzyła kufer. Wyjęła z niego walającą się, samotną skarpetkę i zamknęła
kufer. Wychodząc wyjrzała za małe okienko obok łóżka. Zobaczyła mnóstwo
uczniów, którzy siedzieli na trawie, rozmawiali, bawili się, bo była piękna
pogoda. Pośród nich dojrzała Dean’a i brunetkę z grupką innych Ślizgonów,
którzy siedzieli przy jeziorze i śmieli się z czegoś. Miała ochotę znaleźć się
tam z nimi. Wyszła z dormitorium, w jednej ręce trzymając różdżkę, a w drugiej
zwiniętą skarpetkę. Zobaczyła na kanapie Suzie i Louis’a, którzy siedzieli
zwróceni do siebie twarzą. Liam stał przed grupką pierwszaków i licytował jakiś
felerny fant, który miał działać jak peleryna niewidka. Louis bawił się
kręconymi blond włosami Suzie, a ona uśmiechała się do niego. Co jakiś czas
szeptali sobie coś do uszu. Natalie postanowiła im nie przeszkadzać, więc
schowała skarpetkę do kieszeni jeansów i ruszyła przepychającą się między
drugoklasistami z stronę drzwi. Kiedy wychodziła, obejrzała się za siebie i zobaczyła
jak Suzie i Louis całują się na kanapie. Uśmiechnęła się do siebie, uznając, że
ładna z nich para. Szła prawie pustymi korytarzami, aż doszła do tylnego
wyjścia z zamku, które prowadziło na błonie. Po drodze zobaczyła gajowego
Olgierda, który patroszył na pieńku jakieś zwierzę. Natalie wolała nie
wiedzieć, co dokładnie robi, więc udała się prosto nad jezioro. Mijała sporo
osób, które już kojarzyła, większość stanowili Gryffoni. Zobaczyła, że Emma,
Tom i Daniel siedzieli na kocu, nieopodal miejsca, w którym Dean śmiał się z
innymi Ślizgonami. Chyba jeszcze jej nie zauważył. Dziewczyna dosiadła się do
grupki Gryffonów.
- Cześć! Co tam u was? – zapytała i
zajęła miejsce koło Emmy.
- W porządku. Co robicie? – odparła Nat.
- Gramy w Eksplodującego Durnia.
Przyłączysz się? – zapytał Daniel.
- Pewnie, ale najpierw musicie mnie
nauczyć w to grać. – uśmiechnęła się dziewczyna.
Zasady były dosyć proste i Natalie
szybko się połapała. Grało się naprawdę fajnie. Kiedy spoglądała w stronę
Ślizgonów, widziała, że Deam co jakiś czas na nią zerka i uśmiecha się. Natalie
odwzajemniła jego uśmiech. Dziewczyna siedząca obok Dean'a wyglądała o wiele
lepiej niż wtedy w lochach. Miała puszyste, kręcone, ciemne włosy, które
sięgały jej prawie do pasa. Była ładna, lecz jej włosy były tak
charakterystyczne, że przytłumiały całą resztę. Obok niej siedział Dean. Był
przystojny ; miał ciemne włosy, jak jego towarzyszka, ale nie były kręcone.
Dean był wysoki i szczupły. Chłopak klepnął dłonią wolne miejsce obok siebie i
powiedział coś bezgłośnie. Natalie uznała, że to był gest w jej stronę, więc
uśmiechnęła się do niego. Przeprosiła Gryffonów i wstała z koca. Poszła w
stronę śmiejących się uczniów domu węża. Usiadła koło Dean’a.
- Cześć Nat. – powiedział i uśmiechnął
się do niej. – To jest moja siostra, Caroline. Poznaj też Simon’a, Johannę,
Will’a i Greg’a. – wskazała jej po kolei każdego ze Ślizgonów, którzy witali
się z Natalie.
- Miło was poznać. – odparła blondynka i
usiadła po turecku, nie mogąc się nadziwić, że ładna brunetka, była siostrą
Dean'a.
Przez chwilę, Natalie przysłuchiwała się
rozmowom Ślizgonów, jednak nie czuła się dobrze w ich towarzystwie, bo każdy z
nich przechwalał się czym innym. Ona nie miała zbyt dużego doświadczenia w
świecie magii, więc nie mogła powiedzieć niczego o sobie. Dean najwyraźniej to
wyczuł, więc powiedział coś Caroline na ucho. Uśmiechnęła się do niego i
kiwnęła głową. Dean spojrzał w niebieskie oczy Natalie i wziął ją za rękę.
Pożegnali się ze Ślizgonami, którzy chyba nawet nie zauważyli, że odeszli. Dean
zaprowadził Natalie na skraj jeziora, gdzie siedziało tylko kilku
pierwszoklasistów i puszczali kaczki. Dean wziął mały kamyk z brzegu i rzucił
nim sprawnie, a on jak zaczarowany odbił się kilka razy od tafli wody.
- Dzięki, że mnie stamtąd zabrałeś. –
odparła Natalie i weszła do jeziora po kolana.
- Oni też czasami mnie wkurzają tymi
przechwałkami, dlatego lubię czasem pobyć z Gryffonami. – powiedział.
Natalie uśmiechnęła się do niego i
resztę popołudnia spędziła ze Ślizgonem bawiąc się i rozmawiając nad brzegiem jeziora
na słonecznych błoniach.
Awwwwwwwww <3 Suzie i Louis są tacy słodziachni... <3 no i Nat z Dean'em też <3 no ale Suzie i Louis bardziej no <3
OdpowiedzUsuńBoże <3 Kocham, kocham , kocham :D Pisz szybciej bo zwariuje :DDDDD
OdpowiedzUsuń