8

Natalie z dnia na dzień coraz bardziej odczuwała plusy i minusy sławy. Właściwie, to ona widziała same minusy. Coraz rzadziej spotykała się z Dean'em; za każdym razem, kiedy wychodziła z dormitorium i pojawiła się sama na korytarzu podbiegała do niej chmara pierwszorocznych (i nie tylko), którzy chcieli z nią porozmawiać, zrobić wywiad do gazetki szkolnej i tym podobne. Kiedyś nawet jeden ze starszych Ślizgonów  zapytał się jej, czy nie chciałaby pójść z nim do herbaciarni pani Puddifoot. Nauczyciele natomiast podchodzili różnie do faktu, że jest wnuczką Harry'ego Potter'a. Prof. Jane wyraźnie faworyzowała ją na transmutacji, która nigdy nie wychodziła jej zbyt dobrze. Natomiast prof. Storage, który nauczał eliksirów niezbyt dobrze znosił wiadomość o pochodzeniu Natalie i zawsze stawiał jej słabsze oceny, mimo pomocy Suzie, która była świetna w eliksirach. Nie była przyzwyczajona do uczucia spojrzeń na sobie, gdy tylko się gdzieś pojawiała. Nie lubiła szumu dookoła swojej osoby i wolała pozostać w cieniu, co jednak od kilku tygodni jej nie wychodziło. Wolne chwile między lekcjami najczęściej spędzała w bibliotece, chowając się między półkami zasypana stosem książek. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o swoim ojcu i dziadku, więc potrafiła po kilka razy przeglądać te same księgi, artykuły i zdjęcia. Wycięła z jednej ze starych gazet wspólne zdjęcie jej ojca i dziadka. Byli do siebie bardzo podobni, jedyną różnicą było to, że jej ojciec nie nosił okrągłych okularów i nie miał posiwiałych włosów. Włożyła je do książki o historii świata magicznego, którą dostała od Suzie podczas wycieczki do Hogsmeade, na którą nie mogła jechać, bo nie miała zgody rozdzica. Od momentu, kiedy stała się sławna minął już miesiąc. Był koniec listopada. Pogoda była paskudna. Padał ulewny deszcz, a wiatr wiał tak zimnym powietrzem, że nawet w zamku czuło się jego podmuchy. Natalie siedziała w jednej z klas na drugim piętrze słuchając wykładu prof. Beans'a na temat wojen goblinów i czarodziei. Rysowała w swoim zeszycie serduszka, kiedy siedząca obok Suzie napisała jej coś na zeszycie. Kiedy ostatnio widziałaś się z Dean'em ? nabazgrała swoim piórem na zeszycie Nat. Nie wiem, jakieś kilka dni temu. A co? odpisała jej blondynka. Bo wiesz co, ostatnio widziałam  nie, nic, tak tylko pytam. Natalie po cichu rzuciła na zeszyt zaklęcie wymazujące, żeby nie mieć śladów po rozmowie i wróciła do rysowania serduszek. Kiedy w końcu najnudniejsza lekcja dobiegła końca, Nat szybko spakowała książki do torby i wyszła razem z Suzie z klasy. Po drodze do dormitorium zobaczyły Caroline i blond Puchona, którzy stali na korytarzu i szeptali sobie coś do uszu. Kiedy Natalie zobaczyła tą scenę, od razu zamarzyła o jak najszybszym spotkaniu z Dean'em i była pewna, że Suzie pomyślała o Louis'ie. Właściwie, nie zdarzyło się między nimi nic znaczącego, ale Nat nie mogła zaprzeczyć; chłopak się jej podobał. Kiedy Natalie weszła do dormitorium dziewcząt i zaczęła przepakowywać książki z powrotem do kufra, zauwżyła na okienku przy szafce nocnej malutką sówkę trzesącą się z zimna. Od razu podeszła do okienka i szepnęła Alohomora. Okienko od razu się otworzyło a do dormitorium wpadła zziębnięta płomykówka. Usiadła na łóżku Natalie i wystawiła maleńką nóżkę, do której przywiązana była zwinięta w rulonik karteczka. Blondynka odpięła ją i przeczytała litery nakreślone koślawym pismem Dean'a.

Spotkajmy się o 17 przy stadionie Qudditcha. Będę tam na ciebie czekał po treningu. Dean.

Natalie ogarnęła euforia. Nie mogła się doczekać spotkania z ukochanym. Chociaż pogoda się psuła i zapowiadało się na burzę, to w jej sercu było bardziej słonecznie niż kiedykolwiek. Dała sowie kilka orzechów zwiniętych przez Liam'a z kuchni i wypuściła ją za okno. Zerknęła na zegarek. Było wpół do siedemnastej. Zaczęła jak głupia przeglądać się w lustrze i poprawiać wszystko, co się dało, ale i tak uznała, że wygląda jak zawsze. Założyła płaszczyk i szalik Gryffonów i wyszła z dormitorium. W kilka minut znalazła się w sali wejściowej i z trudem otworzyła wielkie, żeliwne drzwi. Zatrzasnęła je za sobą i ruszyła przez błonia w stronę stadionu Quidditcha. Wiatr zacinał jej w oczy, ale nic nie mogło zepsuć jej teraz humoru.Doszła już do jednej w wielkich wież. Weszła do środka jednej z nich, gdzie mieściła się szatnia Gryffonów. Siedział w niej Dean pakując swoją szatę do Quidditcha do torby. Natalie uśmiechnęła się do niego, jednak on sprawiał wrażenie smutnego.

- Idziemy? - zapytał i zarzucił torbę na ramię.

- Pewnie. - powiedziała i uśmiechnęła się do niego.

Wyszli z szatni i przechadzali się po błoniach. Między nimi panowało milczenie, ale Dean je przerwał. Zaczęło kropić.

- Natalie, ostatnio dużo myślałem. O nas. - złapał ją za ręce. Milczał przez chwilę, a ona zaniepokojona patrzyła w jego oczy. - Sądzę, że powinniśmy przestać spotykać się przez jakiś czas. Przynajmniej na razie, dopóki jesteś taka sławna. - dodał.

Całe słońce jakby wyparowało z Natalie, a jej oczy dołączyły do deszczu, który zaczął padać coraz mocniej. Gardło ścisnęło się jej tak, że nie umiała powiedzieć ani słowa. Po prostu uśmiechnęła się krzywo i starając się zachamować łzy burknęła jakieś "yhm" i cała przemoczona odwróciła się i ruszyła w stronę zamku.


PRZECZYTAŁEŚ = ZOSTAW KOMENTARZ <3

2 komentarze: