Natalie z dnia na dzień coraz bardziej
odczuwała plusy i minusy sławy. Właściwie, to ona widziała same minusy. Coraz
rzadziej spotykała się z Dean'em; za każdym razem, kiedy wychodziła z
dormitorium i pojawiła się sama na korytarzu podbiegała do niej chmara
pierwszorocznych (i nie tylko), którzy chcieli z nią porozmawiać, zrobić wywiad
do gazetki szkolnej i tym podobne. Kiedyś nawet jeden ze starszych Ślizgonów zapytał się jej, czy nie chciałaby pójść z
nim do herbaciarni pani Puddifoot. Nauczyciele natomiast podchodzili różnie do
faktu, że jest wnuczką Harry'ego Potter'a. Prof. Jane wyraźnie faworyzowała ją
na transmutacji, która nigdy nie wychodziła jej zbyt dobrze. Natomiast prof.
Storage, który nauczał eliksirów niezbyt dobrze znosił wiadomość o pochodzeniu
Natalie i zawsze stawiał jej słabsze oceny, mimo pomocy Suzie, która była
świetna w eliksirach. Nie była przyzwyczajona do uczucia spojrzeń na sobie, gdy
tylko się gdzieś pojawiała. Nie lubiła szumu dookoła swojej osoby i wolała
pozostać w cieniu, co jednak od kilku tygodni jej nie wychodziło. Wolne chwile
między lekcjami najczęściej spędzała w bibliotece, chowając się między półkami
zasypana stosem książek. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o swoim ojcu i
dziadku, więc potrafiła po kilka razy przeglądać te same księgi, artykuły i
zdjęcia. Wycięła z jednej ze starych gazet wspólne zdjęcie jej ojca i dziadka.
Byli do siebie bardzo podobni, jedyną różnicą było to, że jej ojciec nie nosił
okrągłych okularów i nie miał posiwiałych włosów. Włożyła je do książki o
historii świata magicznego, którą dostała od Suzie podczas wycieczki do
Hogsmeade, na którą nie mogła jechać, bo nie miała zgody rozdzica. Od momentu,
kiedy stała się sławna minął już miesiąc. Był koniec listopada. Pogoda była
paskudna. Padał ulewny deszcz, a wiatr wiał tak zimnym powietrzem, że nawet w
zamku czuło się jego podmuchy. Natalie siedziała w jednej z klas na drugim
piętrze słuchając wykładu prof. Beans'a na temat wojen goblinów i czarodziei.
Rysowała w swoim zeszycie serduszka, kiedy siedząca obok Suzie napisała jej coś
na zeszycie. Kiedy ostatnio widziałaś się z Dean'em ? nabazgrała swoim piórem
na zeszycie Nat. Nie wiem, jakieś kilka dni temu. A co? odpisała jej blondynka.
Bo wiesz co, ostatnio widziałam nie,
nic, tak tylko pytam. Natalie po cichu rzuciła na zeszyt zaklęcie wymazujące,
żeby nie mieć śladów po rozmowie i wróciła do rysowania serduszek. Kiedy w
końcu najnudniejsza lekcja dobiegła końca, Nat szybko spakowała książki do
torby i wyszła razem z Suzie z klasy. Po drodze do dormitorium zobaczyły
Caroline i blond Puchona, którzy stali na korytarzu i szeptali sobie coś do
uszu. Kiedy Natalie zobaczyła tą scenę, od razu zamarzyła o jak najszybszym
spotkaniu z Dean'em i była pewna, że Suzie pomyślała o Louis'ie. Właściwie, nie
zdarzyło się między nimi nic znaczącego, ale Nat nie mogła zaprzeczyć; chłopak
się jej podobał. Kiedy Natalie weszła do dormitorium dziewcząt i zaczęła
przepakowywać książki z powrotem do kufra, zauwżyła na okienku przy szafce
nocnej malutką sówkę trzesącą się z zimna. Od razu podeszła do okienka i
szepnęła Alohomora. Okienko od razu się otworzyło a do dormitorium wpadła
zziębnięta płomykówka. Usiadła na łóżku Natalie i wystawiła maleńką nóżkę, do
której przywiązana była zwinięta w rulonik karteczka. Blondynka odpięła ją i
przeczytała litery nakreślone koślawym pismem Dean'a.
Spotkajmy się o 17 przy stadionie
Qudditcha. Będę tam na ciebie czekał po treningu. Dean.
Natalie ogarnęła euforia. Nie mogła się
doczekać spotkania z ukochanym. Chociaż pogoda się psuła i zapowiadało się na
burzę, to w jej sercu było bardziej słonecznie niż kiedykolwiek. Dała sowie
kilka orzechów zwiniętych przez Liam'a z kuchni i wypuściła ją za okno.
Zerknęła na zegarek. Było wpół do siedemnastej. Zaczęła jak głupia przeglądać
się w lustrze i poprawiać wszystko, co się dało, ale i tak uznała, że wygląda
jak zawsze. Założyła płaszczyk i szalik Gryffonów i wyszła z dormitorium. W
kilka minut znalazła się w sali wejściowej i z trudem otworzyła wielkie,
żeliwne drzwi. Zatrzasnęła je za sobą i ruszyła przez błonia w stronę stadionu
Quidditcha. Wiatr zacinał jej w oczy, ale nic nie mogło zepsuć jej teraz
humoru.Doszła już do jednej w wielkich wież. Weszła do środka jednej z nich,
gdzie mieściła się szatnia Gryffonów. Siedział w niej Dean pakując swoją szatę
do Quidditcha do torby. Natalie uśmiechnęła się do niego, jednak on sprawiał
wrażenie smutnego.
- Idziemy? - zapytał i zarzucił torbę na
ramię.
- Pewnie. - powiedziała i uśmiechnęła
się do niego.
Wyszli z szatni i przechadzali się po
błoniach. Między nimi panowało milczenie, ale Dean je przerwał. Zaczęło kropić.
- Natalie, ostatnio dużo myślałem. O
nas. - złapał ją za ręce. Milczał przez chwilę, a ona zaniepokojona patrzyła w
jego oczy. - Sądzę, że powinniśmy przestać spotykać się przez jakiś czas.
Przynajmniej na razie, dopóki jesteś taka sławna. - dodał.
Całe słońce jakby wyparowało z Natalie,
a jej oczy dołączyły do deszczu, który zaczął padać coraz mocniej. Gardło
ścisnęło się jej tak, że nie umiała powiedzieć ani słowa. Po prostu uśmiechnęła
się krzywo i starając się zachamować łzy burknęła jakieś "yhm" i cała
przemoczona odwróciła się i ruszyła w stronę zamku.
PRZECZYTAŁEŚ = ZOSTAW
KOMENTARZ <3
super czekam na kolejne części
OdpowiedzUsuńBoskie *,*
OdpowiedzUsuń