Natalie obudziła
się w chłodny, ale słoneczny poniedziałek. Dzisiaj miały się odbyć jej pierwsze
lekcje. Wiedziała o nich dość dużo z opowiadań nowych przyjaciół. Pierwszą
lekcją miały być eliksiry razem ze Ślizgonami. Natalie nie mogła się doczekać
spotkania z ukochanym. Wstała z łóżka. Suzie jeszcze spała. Postanowiła, że ją
obudzi.
- Suzie, Suzie,
wstawaj! – powiedziała cicho odgarniając włosy z czoła dziewczyny.
- Louis! Louis,
kochanie, tak się cieszę, że już jesteś! Lou, kocham cię! – mówiła Suzie przez
sen i złapał Natalie za ręce, jakby bała się, że ucieknie.
- Suzie! Obudź
się! – krzyknęła Nat, budząc przy okazji kilka innych koleżanek.
- O, Natalie!
Dzień dobry! – powiedziała dziewczyna przecierając oczy i wstając z łóżka z
zadowoloną miną. – Miałam piękny sen! – dodała i ruszyła tanecznym krokiem w
stronę łazienki.
Natalie
uśmiechnęła się do siebie i pomyślała, że naprawdę lubi Suzie, za to, że jest
taka zakręcona. Wyjęła z kufra sztay kupione na Ulicy Pokątnej. Weszła do
łazenki i zajęła jedną z przestronnych kabin. Spojrzała w lustro. Miała długie,
falowane blond włosy z jasnymi pasemkami, które opadały na szczupłe ramiona.
Sięgały mniej więcej do jej talii. Natalie była posiadaczką niebieskich oczu,
nad którymi układały się w dwa lekko wygięte łuki, brwi. Miała pełne usta
koloru malinowego. Oderwała wzrok od swojego odbicia i umyła twarz i zęby.
Założyła na siebie grube, szare rajstopy i spódnice w czerwoną kratkę, przed
kolano. Stanowiła część jej szkolnego mundurka. Na górę włożyła białą koszulę i
założyła na nią szary sweter w serek z godłem Gryffindoru. Podpięła spinką
grzywkę i była gotowa do zejścia do Wielkiej Sali na śniadanie.
Odnalazła Suzie
i Louis’a, którzy trzymali się za ręce. Postanowiła, że da im czas dla siebie,
więc drogę do Wielkiej Sali pokonała w towarzystwie Liam’a i Emmy. Kiedy
doszli, usiadła koło przyjaciółki i sięgnęła po talerz z owsianką. Nagle do
Wielkiej Sali wleciał tłum sów. Były przeróżnych wielkości i kolorów. Natalie
pierwszy raz widziała tyle tych ptaków w jednym miejscu. Suzie opowiadała jej o
sowiej poczcie, ale dziewczyna nie wyobrażała sobie, że robi to tak duże
wrażenie. Ku jej zdziwieniu, jedna z sów zrzuciła jej na kolana kopertę. Ptak
od razu zabrał się za jedzenie owsianki Natalie. Sięgnęła po list i go
otworzyła. Był od jej matki.
Kochana Natalie!
Wiem,
dokąd się udałaś. Mam świadomość tego, że jesteś na mnie zła i zapewne nie
chcesz wracać do domu. Przepraszam, że ukrywałam przed Tobą to, że masz
magiczne moce. Uznałam, że będzie to dla Ciebie lepsze. Skoro dowiedziałaś się
prawdy, powinnam wyjaśnić Ci wszystko. Twój ojciec był czarodziejem. Nie mówił
mi dużo o tym, lecz wiem, że jego ojcem był niejaki Harry Potter. Myślę, że ma
to jakieś znaczenie, skoro mi o tym wspominał. Proszę, abyś przekazała ten list
komuś z nauczycieli. Jeśli nie chcesz, nie musisz się ze mną widywać, jednak
proszę, abyśmy utrzymywały kontakt listowy.
Kocham
Cię,
Mama
Natalie szybko
rzuciła talerz z owsianką i wstała od stołu. Wszyscy byli tak zajęci rozmowami,
że nawet nie zauważyli jej odejścia. Szybkim krokiem ruszyła przepychając się
między tłumami uczniów w stronę stołu Ślizgonów. Kiedy tylko dotarła do
miejsca, w którym siedział Dean odwrócony do niej tyłem, złapała go za rękę i
bez słowa pociągnęła za sobą. Chłopak próbował dowiedzieć się od Nat, o co
chodzi, jednak dziewczyna uparcie ciągnęła go za sobą po tłumnym korytarzu.
Doszli do damskiej łazienki na trzecim piętrze, która zawsze była pusta.
– Zobacz, dostałam list od matki. –
powiedziała i podała mu lekko zmasakrowaną kopertę.
Chłopak
przeczytał list.
- Powinnaś iść z
tym do prof. Jane. Jeśli to prawda, co pisze twoja matka, to mam sławną
dziewczynę! Ale by była jazda, jakbyś naprawdę była wnuczką Harry’ego Potter’a!
Właściwie, to moja matka powinna mnie wykląć, bo w końcu jestem z Black’ów. –
powiedział uśmiechając się do dziewczyny.
- Dean, mógłbyś
przestać się tak ekscytować i wytłumaczyć mi o co tu chodzi?
Chłopak wyjaśnił
Natalie historię Harry’ego Potter’a, kim był Lord Voldemort i to, że jego babka
była Śmierciożerczynią, Bellatrix Lestrange. Kiedy Natalie w końcu się
połapała, oboje postanowili iść z listem do prof. Jane po lekcji eliksirów.
Wyszli z łazienki na trzecim piętrze i udali się do lochów, na zajęcia. Udało
im się nie spóźnić, jednak Natalie musiała zmierzyć się z gromiącym wzrokiem
nauczyciela eliksirów, profesora Storage. Mężczyzna wyraźnie nie pałał miłością
w stosunku do Natalie, jednak zdecydowanie faworyzował Ślizgonów. Dean pomagał
Nat w sporządzaniu wywaru Żywej Śmierci, chociaż i tak w rezultacie dostała
ocenę dostateczną. Wracając z lekcji Dean pocieszał Natalie, mówiąc, że prof.
Storage nie lubi większości Gryffonów i żeby nie przejmowała się kiepską oceną.
Szli do pokoju nauczycielskiego, ale po drodze zatrzymała ich siostra Dean’a,
Caroline. Jej brązowe włosy wyglądały jak poprzedniego dnia. Miała na sobie
mundurek podobny do Natalie, jednak w kolorach zielono srebrnych. Tuż przy
dekolcie swetra miała przypiętą zieloną odznakę prefekta. Oczywiście wypytała
ich o wszystko, ale Natalie nie miała jej tego za złe. Lubiła rozgadanych
ludzi, ponieważ sama taka nie była, więc czuła się dobrze w ich towarzystwie.
Kiedy dziewczyna dowiedziała się już
wszystkiego, co chciała odeszła. Natalie i Dean doszli do pokoju
nauczycielskiego i poprosili prof. Jane. Dean zostawił Natalie samą z listem.
Pani Profesor wyszła z pokoju nauczycielskiego, poprawiając kapelusz z szerokim
rondem.
- Pani profesor,
czy mogłabym zająć pani chwilkę? Chciałabym porozmawiać. – powiedziała Natalie.
- Oczywiście
córciu, chodźmy do mojego gabinetu. – oparła kobieta i z uśmiechem ruszyła
przez korytarz.
Natalie szła za
nią. Doszły do klasy transmutacji, w której miała się odbyć następna lekcja
dziewczyny. Prof. Jane otworzyła drzwi za katedrą i zaprosiła Natalie do małego
pokoju. Wyglądał dosyć przytulnie. Po środku stało biurko, przy którym usiadła
prof. Jane. Od razu wskoczył jej na kolana bury kot i położył się na jej
nogach. Natalie usiadła przed kobietą i podała jej list.
- Dostałam go
dzisiaj rano, od swojej matki. – powiedziała, kiedy kobieta otwierała kopertę.
Kiedy przeczytała
list, odłożyła go na biurko.
- Szczerze
mówiąc, spodziewałam się tego, odkąd spotkałam cię w pociągu. Mówiłam o tym
innym nauczycielom, ale nie chcieli w to wierzyć. Nikt nie wiedział nawet, że
James miał dzieci... – westchnęła. – W takim razie, okazuje się, że będziesz od
teraz jedną z najsławniejszych czarodziei na świecie. Oczywiście zaraz po
Harry’m Potterze, twoim dziadku. – dodała i uśmiechnęła się do Natalie.
- Czyli to
prawda, że jestem jego wnuczką?
- Z tego listu
wynika, że tak. Jestem bardzo dumna, że będę mogła uczyć kogoś takiego, jak ty.
A teraz zmykaj na przerwę. Widzimy się za półtorej godziny na transmutacji. –
powiedziała staruszka i wstała od biurka.
Natalie zrobiła
to samo i żegnając się z nauczycielką, wyszła na korytarz. Wiedziała, że Dean
miał teraz trening Quidditcha, więc znalazła Suzie w dormitorium Gryffonów.
Siedziała na swoim łóżku z Louis’em, który obejmował ją w talii. Całowali się.
- Ekhm... –
chrząknęła Natalie i rzuciła Suzie wymowne spojrzenie.
Dziewczyna
wstała i dała Louis’owi buziaka w policzek. Później zaproponowała jej inne
zajęcie niż obściskiwanie się non-stop z Louisem. Poszły na stadion Quidditcha
oglądać trening. Było dosyć zimno, więc Natalie założyła swój czarny płaszczyk
i otuliła się szalikiem w barwach Gryffindoru. Wdrapały się z Suzie na jedną z
wież i usiadły na trybunach. Przez chwilę było dość nudno, bo drużyna Ślizgonów
rozgrzewała się na ziemi, ale Suzie nie dała Nat spokoju i zamęczała ją
opowiadaniami o Louis’ie. W końcu podzielili się na dwie małe drużynki i
zaczęli treningowy mecz. Dean był szukającym. Od razu wystrzelił w powietrze w
poszukiwaniu znicza. Amanda Trix, rezerwowa szukająca, nie spuszczała go z oka,
także poszukując małej, złotej kulki. Po kilku golach strzelonych przez Willa,
Ślizgona, którego Nat poznała na błoniach, mecz zakończył się, kiedy Dean
złapał znicz. Obie Gryffonki zaczęły bić mu brawo i skandować jego imię.
Chłopak dopiero wtedy zauważył ich obecność na stadionie i pomachał im z płyty
boiska. Zeszły na dół i Natalie pożegnała się z Suzie, która miała iść na
spotkanie klubu pojedynków, ale jej przyjaciółka wiedziała, że tak naprawdę,
chce pobyć trochę z Louis’em. Z resztą ona sama też nie miała nic przecwiko
kilku chwilom spędzonych sam na sam z Dean’em. Po kilku minutach oczekiwania
postanowiła wejść do szatni, którą opuściło już kilku Ślizgonów. Zastała w niej
Dean’a i kilku innych Ślizgonów, którzy razem z czegoś się śmieli. Natalie
śmiało podeszła do nich, a na twarzy Dean’a pojawił się uśmiech. Kilku
chłopaków także się uśmiechnęło, ale Dean rzucił im karcące spojrzenie, więc
ubrali się i wyszli. Po chwili Natalie i Dean zostali sami. Dziewczyna usiadła
na ławce i czekała aż chłopak założy kurtkę.
- Jesteś
naprawdę dobry. – powiedziała, przerywając milczenie.
- Dziękuję,
panno Potter – powiedział, kładąc nacisk na ostatnie słowa. Potem złapał ją za
ręce, pomagając jej wstać z ławki.
*_______________________________*
OdpowiedzUsuńNa bloga trafiłam przez fejsa. pierwsze rozdziały (?) wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. jednak w pewnym momencie zaczęło się jakoś za słodko robić (jak dla mnie przynajmniej). Dean i Nalalie to o ile się orientują mają około 13-14 lat prawda? dlatego trochę dziwi mnie ich zachowanie, a mam na myśli ich ciągle całowanie się a ostatnie linijki tego rozdziału kompletnie mnie rozwalily. ogólnie mam 2 zarzuty co do historii przez ciebie opowiadanej :
OdpowiedzUsuń1. historia Deana i Nat, tak samo jak Lou i Suzi dzieje się zdecydowanie za szybko.
2. co najważniejsze : niby ten cały świat magii jest i wogole ale tak naprawdę całą od tego uwagę odciągają ci zakochance.
to są moje odczucia ale postanowiłam się nimi podzielić. mam nadzieję że akcja w hogwarcie jakoś się rozwinie bo jestem ciekawa co może się dziać kiedy Czarnego Pana już nie ma :p. życzę mnóstwo weny bo naprawdę potrafisz pisać, co najważniejsze opisywac. będę tutaj co jakiś czas zaglądać :).
Pisz szybciej bo nie daruje *.* Świetne :**
OdpowiedzUsuńcuuuuuuuuuuuuuuuudne pisz jak najszybciej dalsze części
OdpowiedzUsuń