1

Hej! Zaczęłam niedawno pisać fanficki o wymyślonej przeze mnie bohaterce, które bazują na "nowej generacji" Harry'ego Pottera. Mam nadzieję, że się Wam spodobają :)

Natalie leżała na łóżku w swoim pokoju i wpatrywała się tępo w zapakowany kufer podróżny. Za kilka godzin jej matka miała wrócić z pracy do domu. Podeszła do okna. Jej oczom ukazał się ponury dziedziniec starej, londyńskiej kamienicy, którą zamieszkiwała z matką. Mama Natalie była zwykłą, niczym nie wyróżniającą się kobietą. Pomijając oczywiście fakt, że przez kilka lata, ukrywała przed córką fakt, że ta jest czarodziejką. Pod koniec tegorocznych wakacji dziewczyna odkryła pomieszczenie w piwnicy kamienicy, które było pełne identycznych listów ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Wszystkie wyraźnie mówiły, że jeśli matka nie wyśle córki do szkoły w ciągu najbliższych od otrzymania listu upominającego, moc Natalie przestanie istnieć. Natalie chciała znaleźć się tam jak najszybciej, jednak nie miała pojęcia jak to zrobić. Na wszystkich listach jedyna wzmianka na ten temat mówiła, że należy dotrzeć na dworzec King’s Cross w Londynie na peron 9 i ¾ . Ilekroć dziewczyna wybierała się na owy dworzec, nie mogła odnaleźć peronu o tym numerze. Postanowiła udać się tam pierwszego września. W końcu to dzień, w którym we wszystkich szkołach rozpoczyna się rok szkolny. Natalie podjęła ostateczną decyzję i chwyciła ciężki kufer ciągnąc go za sobą po schodach. Wychodząc zatrzasnęła drzwi i zadzwoniła po taksówkę. W ciągu niespełna pół godziny znalazła się na dworcu King’s Cross. Po raz kolejny znalazła się między peronami dziewiątym i dziesiątym. Oddzielała je metalowa barierka, jak wszystkie perony. Po raz kolejny nie zobaczyła żadnego peronu 9 i ¾ . Straciła całkowicie wiarę w to, że takowy istnieje. Rozejrzała się dookoła. Wszędzie było pełno ludzi. Obok niej stała mała, ciemnowłosa dziewczynka z tatą, który trzymał ją za rękę. Oboje uśmiechali się do siebie. Natalie przez chwilę przyglądała się im. W pewnej chwili jej wiara powróciła. Zobaczyła w ręku ojca dziewczynki, taki sam list, jakie wypełniały klitkę w piwnicy. Bez wahania podeszła do mężczyzny i spytała :

- Przepraszam bardzo, czy pan też udaje się na peron 9 i ¾ ? – powiedziała, wypowiadając ostatnie słowa prawie szeptem.

- Tak, czy mogę ci w czymś pomóc? – zapytał wyjątkowo miłym głosem.

- Nie bardzo wiem, jak można się tam dostać. Jadę do szkoły Hogwart po raz pierwszy. – powiedziała Natalie.

- Po raz pierwszy? – zdziwił się mężczyzna. – Nie wyglądasz mi na jedenastolatkę. – uśmiechnął się.

- To bardzo długa historia. Mógłby mi pan pokazać, jak mogę się tam dostać? – spytała.

- Pewnie. Po prostu rób to, co my. – ponownie uśmiechnął się i złapał dziewczynkę za rękę.

Oboje spojrzeli na siebie znacząco i pchnęli wózek z bagażami prosto na barierkę między peronami. Ku wielkiemu zdziwieniu Natalie, oboje zniknęli. Dziewczyna była bardzo zszokowana, jednak postanowiła pozostać posłuszną słowom mężczyzny i pchnęła swój wózek prosto na barierkę. W ostatniej chwili zdążyła zamknąć oczy. Kiedy je otworzyła, zobaczyła peron pełen dziwnie ubranych ludzi. Uwierzyła wtedy, że magia naprawdę istnieje, i że ona sama jest czarodziejką. Nigdy nie czuła się bardziej oszołomiona i zdziwiona niż teraz. Nie mogła wierzyć w to, czego przed chwilą dokonała. Rozejrzała się po tajemniczym peronie. Na filarze wisiała tabliczka z napisem „9 i ¾ ”. Natalie poczuła dziwną satysfakcję. Pośród tłumu nie potrafiła jednak znaleźć mężczyzny i dziewczynki. Na stacji stał staromodny pociąg z czerwoną lokomotywą. Na jej boku widniał duży napis „Hogwart” oraz czterokolorowe godło. Większością osób na peronie były dzieci. Część żegnała się z rodzicami, inne rozmawiały między sobą. Natalie nie wiedziała, co ma dalej zrobić, więc weszła do wagonu pociągu za ciemnowłosym chłopakiem. Wszedł do jednego z przedziałów. Zrobiła to samo. Oprócz jego i Natalie, przedział był pusty. Dopiero, gdy chłopak włożył z łatwością swój kufer na półkę, zauważył obecność towarzyszki podróży. Natalie usiadła na pociągowym fotelu i wyglądała za okno. Czuła, że chłopak bacznie się jej przygląda. W pewnej chwili odezwał się.

- Cześć, jestem Dean. Z jakiego jesteś domu? – spytał uśmiechając się.

- Mam na imię Natalie. Mieszkam w Londynie, jeśli o to ci chodzi. – odparła.

- Nie, miałem na myśli w jakim domu jesteś w Hogwarcie? – powiedział z nutą ironii.

- Nie wiem, jadę tam pierwszy raz. – powiedziała Natalie.

- Jak to? Przecież nie masz jedenastu lat, prawda? – zapytał Dean.

- Przedtem nie wiedziałam nic o tej szkole. Dopiero pod koniec tych wakacji znalazłam w piwnicy pokój pełen listów z Hogwartu. Najwyraźniej moja matka ukrywała przede mną to, że dostałam się do jakiejś dziwnej szkoły.

- To nie jest żadna dziwna szkołą, tylko Hogwart. – roześmiał się Dean. – Uczymy się tam magii. W takim razie, przypuszczam, że twoja matka jest mugolem, prawda? – powiedział.

- Mu-kim? – spytała Natalie.

- M-u-g-o-l-e-m. Tak nazywamy ludzi, którzy nie mają zdolności magicznych. Ciekawe do jakiego domu cię przydzielą.

- A ty w jakim jesteś domu? – spytała Natalie ostrożnie dobierając wyrazy.

- W Slytherinie. Fajnie by było, gdybyś ty też się tam znalazła. – uśmiechnął się lekko.

- Jakie są jeszcze domy? – spytała.

- Ravenclaw – tam zazwyczaj trafiają inteligentni, Hufflepuff – większość z nich, to bardzo miłe i uprzejme osoby i Slytherin – tam jestem ja, a no i jest jeszcze Gryffindor – tam podobno trafiają ci odważni. Z resztą, sama się przekonasz. – powiedział Dean.

- Chyba ruszamy. – zauważyła Natalie.

- Tak, powinienem się już przebrać. Za chwilę wrócę. – odparł chłopak i opuścił przedział.

Natalie siedziała chwilę sama w przedziale i patrzyła jak rodzice machają swoim dzieciom zza szyby. W tłumie osób dojrzała mężczyznę, który pomógł się jej dostać na peron. Machał zapewne swojej córce. Ich wzrok się spotkał i mężczyzna pomachał także Natalie. Odmachała mu, kiedy jego widok przysłoniła ściana tunelu. Kiedy pociąg opuścił mroczny tunel i wyjechał na malownicze wrzosowiska, do przedziału weszła starsza kobieta. Miała długie, siwe włosy i była ubrana w szatę, jak z bajek dla dzieci.

- A ty czemu jeszcze nie przebrana? – zapytała miłym, babcinym głosem.

- Nie wiem do końca w co mam się przebrać, jestem nowa. – powiedziała Natalie.

Ostatnie słowa wywarły na kobiecie najwyraźniej duże wrażenie. Podeszła do dziewczyny i złapała ją energicznie za ramię.

- Chodź ze mną. – odparła zaniepokojona.

Natalie potulnie szła za kobietą mijając przedziały pełne przyglądających się jej dzieci. W jednym z nich siedziała ciemnowłosa dziewczynka, którą Natalie spotkała wcześniej. Na jej widok obie się uśmiechnęły. Kiedy przeszły przez kilka wagonów i dotarły do ostatniego, Natalie dostrzegła na jego drzwiach tabliczkę z napisem „Nauczyciele”. Kobieta weszła do środka i zostawiła dziewczynę przed drzwiami w oczekiwaniu. Minęło kilka minut, jednak kobieta nie wracała. Po chwili Natalie usłyszała fragment rozmowy zza drzwi.

- To chyba ona, nigdy nie widziałam kogoś, kto byłby bardziej podobny do James’a. Ma identyczny uśmiech, ach James był naprawdę tak wybitnie zdolnym... – mówiła kobieta, lecz ktoś jej przerwał.

- Och, Jane, przestań się tak nią zachwycać. Najlepiej będzie jeśli to ja zabiorę ją na Pokątną i dowiemy się, kim tak naprawdę jest ta dziewczyna. Jeśli rzeczywiście jest córką James’a, wtedy zawiadomimy dyrektora. – odpowiedział jej mężczyzna o surowym głosie.

- Jak chcesz, Rufusie. To twoja decyzja, ja jednak nie zwlekałabym w takiej sprawie. – powiedziała Jane.

Kiedy tylko wypowiedziała te słowa, drzwi wagonu otworzyły się z hukiem. Wyszła z niego ta sama siwa kobieta, którą mężczyzna o surowym głosie, nazwał Jane. Natalie gwałtownie się odsunęła, jednak kobieta była zbyt zirytowana, żeby zauważyć, że podsłuchiwała.

- Dobrze kochanie, na razie możesz wrócić do swojego przedziału, jednak kiedy dojedziemy, zgłoś się proszę do mnie. – powiedziała, bardziej opanowana.

- Oczywiście, proszę pani. – odparła Natalie i odeszła.

Po drodze między wagonami, Natalie myślała, o co mogło chodzić w dyskusji między Jane, a Rufusem. Czy to ona miała być córką wspomnianego James’a? Jeśli tak, to kim on był? Dziewczyna nie umiała odpowiedzieć sobie na żadne z tych pytań. Wszystko, co działo się dookoła było dla niej jedną wielką zagadką.

Doszła do swojego przedziału. Dean jeszcze nie wrócił. Usiadła zrezygnowana na swoim miejscu i zastanawiała się, co ją czeka, kiedy dojedzie do Hogwartu. Chyba nadal była pod wpływem adrenaliny i emocji, których dostarczyły jej niezwykłe i magiczne zdarzenia tego popołudnia. Nawet w najskrytszych snach, nie marzyła o tym, żeby posiadać jakiekolwiek magiczne moce, a co dopiero chodzić do Szkoły Magii! Z zamyślenia wyrwał ją trzask otwieranych drzwi przedziału. W drzwiach stał Dean przebrany w jakiś dziwny strój, wyglądał jak prawdziwa szata czarodzieja. Na jego klatce piersiowej naszyty był znaczek z zielono-srebrnym godłem. Były to zapewne barwy jego domu, Slytherinu. Dopiero teraz, Natalie zdążyła się mu bliżej przyjrzeć. Miał czarne włosy, średniej długości, brązowe, uśmiechnięte oczy oraz ciemną karnację. Był wysoki, jak na chłopca w swoim wieku, szczupły, ale widać, że trenował jakiś sport. Za Deanem stała grupka jego kolegów, w podobnych szatach. Śmiali się i żartowali, ale po chwili odeszli. Dean zamknął za nimi drzwi i podszedł do swojego kufra i wyjął z niego mały kijek, przypominający różdżkę. Wsadził ją sobie nonszalancko za ucho i dalej grzebał w kufrze. W końcu wyjął skarpetki i wyjął z nich małą, złotą kulkę. Zamknął kufer. Odwrócił się i zobaczył zdziwioną minę Natalie, która przyglądała się mu, jakby był jakimś rzadkim okazem w zoo. Widząc jej zdziwienie, Dean się roześmiał.

- To, jest moja różdżka. – powiedział, jakby Natalie była małym dzieckiem, a on tłumaczył jej, ile to dwa plus dwa. – A to, jest znicz. – wskazał na złotą kulkę, którą ściskał w dłoni.

- Mógłbyś bardziej obrazowo? W NORMALNYM świecie, nie mamy takich rzeczy, znicze są jedynie na cmentarzach. – odparła Natalie, lekko obrażona jego kpinami.

- Popatrz, coś ci pokażę. – powiedział i usiadł na fotelu.

Lekko rozluźnił uścisk, w którym trzymał znicz, a ten rozłożył małe, złote i delikatne skrzydełka. Trzepotał nimi, jak uwięziony ptaszek, który za wszelką cenę chce się wydostać. W pewnej chwili, Dean wypuścił znicz z ręki, a ten odleciał jak najdalej od niego. Wtedy chłopak wyjął różdżkę zza ucha i mruknął coś pod nosem. W tej samej chwili, znicz zatrzymał się i zamienił w małego motylka, który podleciał do Natalie i usiadł na jej dłoni. Dziewczyna była tak zachwycona, że jej pełne usta lekko się otworzyły. Chłopak uśmiechnął się do niej i znów mruknął coś pod nosem. Motylek na dłoni Natalie z powrotem zamienił się w znicz. Na szczęście zdążyła go złapać, zanim odleciał.

- Wow, ale super! – powiedziała Natalie odwzajemniając uśmiech Dean’a.

-  Powinnaś szybko nadrobić kilka lat bez nauki w Hogwarcie. Wyglądasz na bystrą. – znów się uśmiechnął.

- A właściwie, to do czego służy ten znicz? – spytała.

- Hmm... jakby ci to wytłumaczyć? W świecie magii, mamy taką grę, tak jak wy macie football albo koszykówkę. Nazywa się Qudditch. Znicz jest jedną z piłek, którymi gra się w Quidditcha. Zadaniem jednego z zawodników, szukającego, jest złapanie znicza. To trochę skomplikowane do opowiedzenia, ale da się ogarnąć w praktyce. – Dean znów się uśmiechnął.


Później zaczął popisywać się puszczając i błyskawicznie łapiąc znicz. Natalie polubiła Dean’a, a on polubił ją. Przez resztę podróży, Dean opowiadał Natalie o świecie magii, Hogwarcie i Quidditchu. Zapowiadała się ciekawa znajomość i początek zupełnie nowego życia w świecie magii i czarodziei dla Natalie.

1 komentarz: